Przejdź do głównej zawartości

ARCIECHÓW - alternatywa dla Zegrza. A na deser KULIGÓW


             Jeziora Zegrzyńskiego raczej przedstawiać nie trzeba, zwłaszcza dla Warszawiaków i okolicznych mieszkańców, którzy z pierwszymi promieniami wiosennego słońca rozpoczynają swoje coroczne wędrówki niczym muzułmanie do Mekki. Obserwując poruszenie na portalach społecznościowych, można nawet ośmielić się stwierdzić, że to drugi Bałtyk dla mieszkańca środkowego Mazowsza. 





Ale nieliczni tak naprawdę wiedzą, że kilka kilometrów dalej schowany za lasami i łąkami istnieje Arciechów. Mała wioseczka w której asfaltowa droga nagle się kończy  a dalsza jazda na wprost wiążę się z jazdą leśną drogą lub jazda drogą gruntową  która doprowadza nas do niewielkiej ścieżki wśród traw. Gdy się jest tam pierwszy raz, w dodatku samochodem, który ma za sobą już swoją świetność, jazda którąkolwiek drogą nasuwa pytania: gdzie dalej? czy aby na pewno warto ryzykować? I czy dam radę wrócić?











A więc Drodzy Państwo - WARTO!

Arciechów w swoich łąkach i drzewach skrywa nieodkrytą jeszcze przez tłumy turystów perełkę Mazowsza. Można by rzecz bliźniaczą perspektywę Zegrza. Bo gdy sama dotarłam tam w marcu tego roku pierwszy raz, gdy wody były jeszcze skute lodem, byłam przekonana, że stoję nad Zegrzem. Moje myślenie okazało się jednak równie mylne co i odkrywcze. Arciechów leży nad Bugiem a dokładnie w miejscu, gdzie rzeka Bug łączy się z rzeką Narew. 







Co różni Arciechów od Zegrza: 
Przede wszystkim bliskość natury. To miejsce położone jest z dala od ruchliwej ulicy, od parkingów, gdzie co chwila ktoś przyjeżdża, odjeżdża, gdzie przed rozłożeniem się na plaży, trzeba najpierw stoczyć batalię o jakiekolwiek miejsce do zaparkowania, nie mówiąc o miejsce w cieniu. Tu nie ma żadnych sklepów, budek z lodami, kiełbaskami. I przede wszystkim tu nie ma tłumów ludzi, krzyków, kłótni.. Można kolejny raz odważyć się o stwierdzenie, że Arciechów jest dla tych, którzy chcą po prostu BYĆ a nie bywać. Tu jest naprawdę cisza i taka możliwość bycia z sobą samym albo z tymi z którymi się jest, co nie znaczy, że to miejsce jest jak pustelnia. Skądże inaczej. Można rozpalić grilla, rozstawić boisko do siatki ale przede wszystkim dobrze się bawić odpoczywając i mając do dyspozycji szeroką plażę, bez obawy, że nadepniemy na człowieka, który rozłożył się tuż obok nas.

A tak wyglądał Arciechów początkiem marca tego roku.




Tak naprawdę to w tym miejscu, zrodził się w mojej głowie pomysł na ten blog. To było takie prawdziwe pierwsze nieturystyczne miejsce, które odkryliśmy na podstawie mapy. W dosłownym znaczeniu była to wędrówka palcem po mapie. Widok, gdy stanęliśmy na wałach pierwszy raz i gdy naszym oczom ukazał się widok zamarzniętego Bugu - był czymś czego do końca opisać nie można.Wtedy też jadąc do Arciechowa, nie miałam tak naprawdę zielonego pojęcia, że skrywa ono  w sobie coś takiego. Więc moje zaskoczenie ale i zachwyt był pomnożony kilkakrotnie. Już wtedy postanowiłam, że wrócimy tam, gdy wszystko rozkwitnie. Co też uczyniliśmy w maju. 

Po drugiej stronie Arciechowa, jest CUPEL o którym pisałam w poprzednim poście a który również oczarował nas do granic. Z kolei będąc w wiosce Cupel, nie miałam pojęcia, że po drugiej stronie jest miejsce, które znaleźliśmy w marcu. Jednak wizyta po wizycie, praca z mapą, w końcu pozwoliły mi ułożyć w całość te przepiękne i na szczęście nie odkryte jeszcze miejsca. 

Polecam Wam zarówno Cupel jak i Arciechów. Do Arciechowa na pewno łatwiej dojechać, jadąc z Warszawy. Chcąc się dostać do wioski Cupel, trzeba pokonać most albo w Serocku albo w Wyszkowie, jednak i jedno  i drugie miejsce jest warte aby do niego dojechać i je zobaczyć. 

KULIGÓW

A gdyby sam widok wody i piasku był niewystarczający polecam coś jeszcze. Kilka kilometrów dalej w linii prostej (bardziej dla rowerów, samochodem trzeba trochę skręcić ) jest kolejna mała ale jakże malownicza wioseczka Kuligów. Tam również Bug ma swoje koryto i gości się tam z dumą. Ale Kuligów ma też coś jeszcze. Mianowicie skansen.





Mieliśmy okazję porozmawiać przez chwilę z właścicielem tego Skansenu P. Wojciechem. Każdy eksponat został przez niego zakupiony i to w większości za własne pieniądze. Są to przeważnie rzeczy, pochodzące z Mazowsza i Podlasia ale niektóre przyjechały nawet zza granicy Polski. Główną myślą, jest pokazanie Polski z dawnych lat. Do każdego miejsca można wejść, zwiedzić, zobaczyć i naprawdę przenieść się w dawne czasy. Na miejscu jest stodoła, chata, kuźnia, wózkarnia, magiel itd... Mimo, że ja zwolenniczką i sympatykiem takich miejsc nie jestem, to muszę się przyznać, że nawet mi się podobało. Może nie wznosiłam "ochów" i "achów" ale tylko dlatego, że wychowana na wsi, od małego mogłam widzieć zachowaną u dziadków czy sąsiadów "dawną Polskę". Ale warto, zwłaszcza dla dzieciaków. Na miejscu jest też miejsce do posiedzenia, zjedzenia. My byliśmy tam w niedzielę i niestety trafiliśmy na przyjęcie komunijne, co całą stronę gastronomiczną tego miejsca mieliśmy wyłączoną, ale za to dostaliśmy zniżkę na bilety. 
To co warto dodać, to informacja, że wiele eksponatów z tego skansenu zostało udostępnione do takich filmów jak: "Zemsta" A. Wajdy czy "Pornografia" i "Jasminum" J. Kolskiego.


A na koniec posta ale i pobytu w tych malowniczych i "pochowanych" okolicach polecam miejsce, które jest tak codzienne i naturalne, że wręcz prawie już niespotykane. Wychodząc z Kuligowa warto pojechać kilkadziesiąc metrów dalej (skręcając w prawo) na koniec drogi aby móc posiedzieć na wodą, na trawie i zachwycić się widokiem polskiej wsi. 










Jak dojechać:
Jadąc z Warszawy najlepiej kierować się na Białobrzegi koło Nieporętu a następnie na Stare Załubice. Można też dojechać od strony Radzymina, lokalnymi drogami (bez korków). Zapewne z rowerowej perspektywy będzie to jeszcze ciekawsza wyprawa niosąca więcej możliwości zwiedzania i zobaczenia. Jeśli macie takie możliwości na pewno warto spróbować. My póki co poruszamy się samochodem. 

Miłych odkryć, doznać i doświadczeń, gdziekolwiek teraz jesteście. 
Pozdrawiamy :)

Komentarze

  1. Niesamowite miejsca, na pewno można tam odpocząć i zrelaksować sie :)
    Początkowo, myślałam, że to Mazury, ale po przeczytaniu posta okazało się , że wojewóddztwo mazowieckie.
    Pogoda widzę, że też super dopisała.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając Twój komentarz zdałam sobie sprawę, że faktycznie nie wspominam dokładnie w którym to miejscu Polski jest, wychodząc z nielogicznego myślenia, że skoro wiem ja, to każdy wie:) Od teraz wezmę to pod uwagę. Dziękuję za sugestię :)

      Usuń
  2. No kochana, zachwycam sie oczywiście wszystkim, ale nie wiem czy dobrze robisz, zdradzając te miejsca, bo zaraz tłumy się zjawią i nie będzie tak sielsko, ale jak jest skansen, to moje klimaty:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie chwile zastanowienia czy aby na pewno o tych moich perełkach pisać, ale z drugiej strony, świat jest właśnie dla ludzi. Jak będziesz w warszawskich okolicach polecam skansen. Taka odskocznia od cywilizacji.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Prawdziwą perełkę odkryłaś. Już dawno takich sielskich krajobrazów nie oglądałam. Rozczuliły mnie te konie, krowy, a nawet grążele. Arciechów i jego okolice są godne uwagi i warto zajrzeć do tej miejscowości.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszych głowach również najbardziej utkwił widok tych krów i koni. Mały nie lada się wystraszył, gdy całe stado zaczęło przechodzić przez wodę i iść w naszą stronę :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Uwielbiam takie miejsca, bez turystów, bez tłumów, z naturą na pierwszym planie:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jesteśmy sami z tą naszą nieturystyczno-tłoczną miłością? :)
      Pozdrawiam z myślą o porannej kawie :)

      Usuń
  5. Czasami naprawdę warto wjechać w jaką boczną drogę, bo można odkryć zupełnie inny świat. A jak nie ma budek z lodami, to masowy turysta w takie miejsce nie pojedzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne to dziwne ale nie przeszło mi przez głowę, że brak turystów w opisanych przeze mnie miejscach może wynikać z braku budek i zaplecza usługowo-gastronomicznego. Ale zapewne dużo w tym prawdy. A przy okazji z korzyścią dla takich miłośników niezatłoczonych miejsc jak ja.

      Usuń
  6. Z przyjemnasia zwiedzam, pokazalas znowu takie skryte perelki :) Choc wiem, ze raczej w tych rejonach nie bede, cieszy mnie ten wirtualny przewodnik! Z utesknieniem czekam na dalsze cudownosci. Usciski!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Lux a kto powiedział, że nie będziesz w tych rejonach? :) Z Waszą miłością do podróży, z korzeniami w polskiej ziemi z nieprzewidywalnością życia, z zaproszeniem od nas na kawę :) Nie zamykajmy sobie drzwi do szans, które może dać nam życie :) Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją obecność w tym miejscu. Za pozostawiony po Sobie ślad również dziękuję :)

Popularne posty z tego bloga

O BLOGU

PIERWSZY RAZ.
Pomimo, że to nowy blog, to mój blogowy staż trwa już przeszło dziewięć lat. Jeśli jednak nigdy wcześniej mnie nie przeczytałeś/łaś i nasze blogowe drogi się nie spotkały to pozwolę sobie na kilka słów wstępu. Nazywam się Renata Szafrańska. Mam trzydzieści pięć lat. Od kilku lat mieszkam w Wołominie. Wcześniej mieszkałam zarówno w Warszawie jak i jeszcze wcześniej w Lublinie a urodziłam się pod Radomiem. Nauczyłam się dzięki temu odnajdywać prawie wszędzie i szybko zadomawiać, co pozwala mi pożytkować czas na cieszenie się z tego co wokół mnie jest a nie skupiać na tym, czego nie ma. Z wykształcenia jestem dziennikarzem i familiologiem a od sześciu lat Mamą. Życiowe sytuacje sprawiły, że na kilka lat musiałam poświęcić się nie tyle wychowaniu syna ale byciu na wyłączność dla niego przez komplikacje z jego zdrowiem.  Zanim zostałam mamą sprawdzałam swych sił pisząc do kilku lokalnych gazet, stron internetowych. Miałam szczęście, że moje zdjęcie zostało wyróżnione w presti…

GRODZISK

WYPRAWA - 08.04.2018


Mała wioseczka położona z dala od głównych dróg. Trafiliśmy tam, bazując na opisie na jednej ze stron. Pozwólcie, że przytoczę:
"(...)na skraju której ulokował się potężny gród obronny z XI w. , o rozmiarach chętnie porównywanych do powierzchni Wawelu (prawie 5 hektarów!). Z dawnej warowni chroniącej niegdyś wschodnią granicę Mazowsza pozostały potężne wały i tradycja, że tu niegdyś kończyła się Polska. Wysokie wały warowni to niezwykle nastrojowe, malownicze miejsce z punktem widokowym na rozległą , zieloną dolinę rzeczną, usianą białymi sylwetkami brodzących bocianów, a czasami nawet żurawi." (www.liw.pl)
         Kiedy to przeczytałam moje podekscytowanie wzrosło na tyle, że gotowa byłam już, od razu wsiadać do samochodu i jechać tam. Zaczęłam szukać czegoś więcej, zdjęć, informacji, ale niczego nie znalazłam - więc nie pozostało mi nic innego jak stawić się tam osobiście. 
DOJECHALIŚMY,
choć łatwo nie było. Nagle asfaltowa droga zamieniła się bez uprzed…

ZALEW JAGODNO czyli miejsce z przypadku.

Tak naprawdę, tylko przypadek sprawił, że znaleźliśmy się w tym miejscu. A zgoła prawda jest taka, że źle odczytałam mapę i zgubiłam drogę do docelowego miejsca, którym miał być Zalew Domaniowski. Tak to czasami bywa, że pewność okazuje się niepewna i w dosłownym słowa znaczeniu gubi człowieka - w tym konkretnym przypadku  - na prostej drodze.  Spędziłam długi czas studiując mapę papierową, potem razem z białym małym człowieczkiem szłam wytyczoną trasą na Google Maps, nic co by miało sprawić trudności nie było - więc ruszyliśmy. Może to zmęczenie przez przed majówkową gonitwą aby te sprawy, które się dadzą pozamykać a może wielozadaniowość, która towarzyszy mi od tych kilku lat: mama, kierowca, organizer, pakowacz, fotograf, "pisarz" i pojemnościowy mózg, który musi zapamiętać tyle rzeczy na raz bez ewentualnej kopii zapasowej zabukowanej w drugiej osobie. Słońce prażyło, zewnętrzna duchota wdzierała się przez uchylone choć na chwilę okno samochodu, bo klimatyzacja to najsz…